100. Niedziela Misyjna

Dziś obchodzimy w Kościele 100. Niedzielę Misyjną.
Patrzę na tę liczbę z Magdaleny, z boliwijskiej Amazonii, i myślę o tym, ile ludzkiego życia mieści się w tych stu latach. Ilu ludzi wyjechało, ilu zostało na miejscu i ilu pomagało z drugiego końca świata.

Od siedmiu lat jestem w Boliwii. Zdążyłem się już nauczyć, że samo przyjechanie na misje to dopiero początek. Potem trzeba tutaj żyć. Poznawać ludzi, uczyć się ich sposobu myślenia, popełniać błędy i poprawiać to, co się da. A rano wstać i znowu zabrać się do pracy.

W Magdalenie spora część tej roboty zaczyna się od sprawdzenia, czy jest paliwo i czy da się przejechać do wioski. Na mapie odległości wyglądają całkiem przyzwoicie. Rzeczywistość to zwykłe błoto po kolana albo masę czerwonego pyłu.

Ale przecież na końcu tej drogi są ludzie. Jedzie się do nich odprawić Mszę, wyspowiadać, ochrzcić dziecko, porozmawiać. Z czasem poznaje się ich rodziny i problemy. Człowiek zaczyna rozumieć, co ich cieszy, czego się boją i jak wiele sam może się od nich nauczyć.

Jest też zmęczenie. Bywają dni, kiedy pracy przybywa, cierpliwości ubywa, a wieczorem trudno powiedzieć, co właściwie udało się zrobić. Misjonarzowi też czasem puszczają nerwy. Sam fakt mieszkania w Amazonii nie czyni człowieka świętym.

Dlatego bliskie jest mi tegoroczne hasło: „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”.

Im dłużej tutaj jestem, tym wyraźniej widzę, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem. Miejscowych katechistów, rodzin dbających o kaplice, ludzi przygotowujących spotkania i posiłki. Was, którzy czytacie moje wpisy, modlicie się, odzywacie i pomagacie. Wiele rzeczy udało się zrobić właśnie dlatego, że ktoś daleko stąd przejął się losem konkretnego człowieka.

Kiedy sprawuję tutaj Eucharystię, szczególnie mocno dociera do mnie, że należymy do tego samego Kościoła. Inny język, inne pieśni, za oknem tropik.

Ten sam Chrystus.

I to On jest powodem, dla którego tu jestem. Bez Niego nawet najlepiej zorganizowana parafia zatraciłaby sens.

W tę setną Niedzielę Misyjną chcę Wam po prostu podziękować. Za pomoc, za zaufanie, za pamięć. I poprosić: módlcie się za nas. O wiarę, cierpliwość i uczciwość w tym, co robimy. Za ludzi, wśród których żyjemy.
I o nowe powołania, bo miejsc, do których ksiądz dociera zbyt rzadko, wciąż jest wiele.

Jutro będzie poniedziałek. W Magdalenie i w tysiącach innych miejsc trzeba będzie dalej robić swoje. Mnie czeka kolejny wyjazd do wioski i zaplanowane chrzty (o ile nie będzie padać…).

Dobrze wiedzieć, że jesteście z nami.

Pax!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *